Już rok czasu jak nie poświęcałem się fotografii w ten sposób że po 3 godzinach snu zerwać się w środku nocy i poczłapałem z aparatem gdzieś tam, w tym wypadku pod bazę. W końcu tam się umówiliśmy, ale pomysł karczówki zapadł bardzo szybko i spontanicznie gdy tylko się spotkaliśmy. W składzie Marcin Marcisz, Łukasz Max Kania oraz Ja (3 osoby to już niezły tłum
) zdobyliśmy szybko wzgórze klasztorne rozłożyliśmy statywy i apraraty w oczekiwaniu nieoczekiwanego. Jednak tym razem pięknego wschodu słońca NIE BYŁO! Mać! Ale nic to. Tradycji stało się zadość, stuknięci jajem pochłoneliśmy kurzy nabiał oraz pyszne wypieki z domu Marciszów no i właściwie tyle. Zdjęć prawie nie robiliśmy bo nie było czego. A kilka moich fotek poniżej.

Kasztany już powitały wiosne

szybciej szybciej

dwaoka

3 muszkieterowie którym nie straszny świt

ptica